Moje łzy jak gwiazdy Nowego Wszechświata

Kolejny późny poranek… błękitne bezchmurne niebo i gorące słoneczko zapraszają na plażę… Idziemy więc, i po chwili, nadzy, piękni, szczęśliwi, zanurzamy się w zachwycający podwodny świat fantastycznie cichej i kolorowej fauny i flory… Nasyceni pięknem tego doświadczenia idziemy miękkim krokiem przez plażę i nagle Samik prosi byśmy popłynęli kajakiem. Ja, mając przeważnie „Tak”, w odpowiedzi na prośby mego ukochanego dziecka, godzę się, ciesząc się, że ma on dla nas kolejną przygodę, o której ja bym nie pomyślała będąc sama…

Wsiadamy więc raźnie do leciutkiej niepozornej łódeczki i ruszamy w głąb jasno granatowego zapraszającego morza. Samik wiosłuje z wrodzoną sobie cudowna nonszalancją, sugerując w pewnym momencie byśmy dopłynęli do pewnej skały widniejącej dość daleko na horyzoncie. Płyniemy coraz dalej w głąb morza i podziwiamy skaliste, żółto pomarańczowe wybrzeże kontrastujące z niezwykłym odcieniem morskiej toni. Niesamowity to widok, niezwykłe odczucia przepływają przez moją istotę. Majestatycznie góry zdają się szeptać coś do mnie, zdają się być potężniejsze, niż kiedykolwiek. Bardziej, niż kiedykolwiek czuję też swoją bezbronność na kruchej łupince falującej coraz intensywnej na coraz to głębszych przestrzeniach bezkresnego morza, zdającego się móc pochłonąć nas w swe czeluście kiedy tylko zechce… Czas przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie… Tylko my w objęciach żywiołów, tu i teraz i nic poza tym.

Nagle wiatr zaczyna wzmagać i czuję lekki niepokój i potrzebę zawrócenia do brzegu, myśląc równocześnie – natura mnie kocha, kocha moje dziecko, ja je kocham, a ono mnie, my kochamy naturę, jesteśmy w tej miłości bezpieczni. Zawracamy kajak pod prąd wiatru widząc, jak bardzo daleko jesteśmy i jak bardzo długo może nam zająć powrót… Biorę głęboki wdech szykując się na mocnego kalibru przygodę, a przy wydechu na moment zamykam oczy, by się uspokoić i w tym momencie słyszę ciepły radosny męski głos: „przypłynęliśmy, by wam pomóc i zabrać na brzeg, bo zauważyliśmy, że jesteście bardzo daleko”… Odwracam głowę z niedowierzaniem i widzę dwa anioły w małej łodzi motorowej w postaci dwóch uśmiechniętych mężczyzn wyciągających do nas dłonie. Nie mam pojęcia skąd się wzięli, nie słyszeliśmy ani od głosu silnika, ani widoku zbliżającej się łodzi, jakby spadli z nieba w kilka sekund po tym jak poczułam lekki dyskomfort. Uśmiechnęłam się, wyciągnęłam dłoń i zaczęłam delikatnie przepraszać, że za daleko, etc. Popatrzyli z radosnym zdziwieniem, „nie ma nic do przepraszania – odparli – to samo życie, cieszymy się, że możemy pomóc”… Jakże inne podejście południowców od ludzi, wśród których wzrastałam i żyłam do niedawna…

Odetchnęłam z radością, wsiedliśmy na łódź, po czym jeden z mężczyzn zaprasza Samika do steru i oddaje mu go w pełnym zaufaniu. 6-cio letniemu dziecku, którego nie zna, oddaje ster własnej łodzi i siada wygodnie nieopodal. Nie mogę uwierzyć własnym oczom ze wzruszenia… ktoś na chwilę ufa memu dziecku tak, jak ja ufam zawsze… jakże błogo… Cała ta sytuacja jest jak przepiękny sen. Przypominam sobie też wtedy, że Samik od kilku dni marzył o przepłynięciu się łodzią motorową i życie właśnie spełniło jego marzenia, prześcigając je nawet mocno. A dlaczego tak się stało?… Dlatego, że mamy odwagę robić rzeczy wykraczające ponad strach, ponad normy, zasady, zwyczaje, że potrafimy żyć na ostrym brzegu tego, co znane, sięgając po nieznane i tworzyć nowe paradygmaty redefiniującej wszystko nieziemskiej miłości. Płaczę i śmieję się równocześnie, wzruszona tym przeżyciem, tym doznaniem magicznym…

Wracamy na kemping, parkujemy samochód, wyłączam silnik i z dala słyszę głos mówiący do kogoś przez telefon. Nie widzę osoby ale słyszę, że to o nas. Kobieta mówi: „wiesz mamo, jeszcze nie widziałam nigdy takiego dziecka, on wygląda jak anioł i tak też się zachowuje. Zna wszystkich na kempingu, rano jedzie do każdego namiotu i wszystkich pozdrawia, dzieli się uśmiechem i dobrym słowem, pyta, czy czegoś nie potrzebują, jakby wszystkich kochał i o wszystkich się troszczył. Jego cudowność, wolność, otwartość i piękno są nieziemskie. I wiesz, to  wszystko pochodzi od jego matki, która choć wobec nas lekko wycofana, temu dziecku daje taką miłość, obfitość, zachwyt, łagodność, ufność, wolność, troskę i zrozumienie, o których nie śniło mi się, że mogą istnieć na tej planecie. Jakże bym chciała aby wszystkie matki w takim pięknie towarzyszyły swoim dzieciom”…

Cudowne łzy szczęścia popłynęły po mojej twarzy, cichutko wtulonej w fotel mego samochodu… łzy, jak spadające gwiazdy… Gwiazdy, tworzące Nowy… Zupełnie Nowy zachwycający serce Wszechświat…